kategorie
- filmy (7)
- ogólne (3)
- relacje (5)
- wycieczki po egipcie (2)
Archiwa
- marzec 2009 (1)
- luty 2009 (1)
- listopad 2008 (3)
- październik 2008 (9)
Blogroll
Kolejny dzień to wycieczka fakultatywna “Imhotep” obejmująca Piramidę schodkową
w Sakkarze, Meczet alabastrowy, dzielnicę koptyjską i bazar Khan El Khalili.
Właściwie z tych wszystkich rzeczy interesowała mnie jedynie Sakkara, a
dodatkowo chciałem zobaczyć również piramidy w Dachszur - niestety żadna z
wycieczek nie obejmowała Sakkary i Dachszur jednocześnie.
Piramida w Sakkarze była pierwszą tego typu budowlą w Egipcie - została
zbudowana dla faraona Dżesera około 2650 roku p.n.e. Jej budowniczym był
genialny architekt Imhotep który zaczął od formy mastaby (budynku o nachylonych
do wewnątrz ścaianach i płaskim dachu) następnie na tejże mastabie postawił dwie
następne, a widząc że konstrukcja bez problemu wytrzymuje swój ciężar dołożył
jeszcze trzy kolejne, coraz mniejsze mastaby. Tak powstała pierwsza piramida
schodkowa. Z okolic piramidy można przy dobrej pogodzie ujrzeć piramidę łamaną w
Dachszur - niestety kiedy tam przyjechałem pogoda nie była niestety dobra…
W drodze powrotnej wstąpiliśmy do wytwórni dywanów (Sakkara słynie z wyrobu
tychże) gdzie zatrudnieni są uczniowie którzy pracowicie wiążą węzełki (od 80 do
nawet 140 na centymetr kwadratowy) tworząc z nich naprawdę piękne dywany.
Obserwowanie ich przy pracy było - nie powiem - ciekawe. Dzieciaki wiązały te
supełki z taką szybkością, że trudno było za nimi nadążyć wzrokiem… Same
dywany były również piękne, ale ceny dość zaporowe - nawet kilka tysięcy euro za
duży dywan… Poza tym ciężko byłoby wnieść coś takiego na pokład samolotu
Następny punkt wycieczki to Kair koptyjski - widzieliśmy dwa kościoły: tak zwany
kościół zawieszony nazywany tak ponieważ nie ma on własnych fundamentów - jest
zbudowany na ruinach rzymskiej twierdzy Babilon i jego podłoga jest w
rzeczywistości stropem jednego z pięter twierdzy. Można to zresztą zobaczyć - w
jednym miejscu w podłodze jest otwór przez który można ujrzeć to, co znajduje
się pod świątynią. Sam kościół bardzo przypomina cerkwie prawosławne, na
przodzie świątyni znajduje się ikonostas z ikonami przedstawiającymi świętych.
Dzięki swojej specyficznej budowie, kościół zachował się w doskonałym stanie, w
odróżnieniu od następnej świątyni którą oglądaliśmy - kościoła pod wezwaniem Św.
Sergiusza który wciąż jest niszczona przez wilgoć z wód gruntowych. W kościele
tym, znajduje się krypta zbudowana w miejscu w którym - według tradycji -
zatrzymała się święta rodzina podczas ucieczki do Egiptu. Krypta ta, była
regularnie zalewana przez podnoszące się wody gruntowe, do czasu remontu
świątyni w roku 2000 kiedy kościół został zabezpieczony przed wilgocią. Niestety
zabezpieczenie to nie na wiele się zdało - dziś ściany kościoła znów noszą ślady
wody przesiąkającej z gruntu pod świątynią.
Kolejnym punktem programu była synagoga Ben Ezry - obecnie już nieużywana jako
że w Egipcie osób wyznania mojżeszowego już prawie nie ma. Jednak dzięki
pieniądzom gmin żydowskich z USA, została wyremontowana i można ją podziwiać - a
jest naprawdę piękna.
Po wyjściu z synagogi podjechaliśmy pod “zaprzyjaźniony sklepik” (jak to
określiła Natalia) żeby kupić sobie coś do jedzenia i picia. Niestety sklepik
może i był zaprzyjaźniony, ale na pewno nie był przyjazny. Kiedy próbowałem się
targować jak w każdym innym sklepie, sprzedawca po prostu wyrwał mi z ręki moje
zakupy i wyprosił ze sklepu. Trudno - nie to nie…
Później pojechaliśmy na obiad w restauracji “Fridays” na statku zacumowanym na
Nilu. Jedzenie było nawet smaczne, ale za colę do obiadu zapłaciłem więcej niż
za piwo do kolacji w 4 gwiazdkowym hotelu…
Później autokar zawiózł nas na bazar Khan El Khalili. Dostaliśmy czas wolny, a
autokar pojechał po resztę naszej grupy do hotelu. Nasze bagaże były już w
autobusie - wymeldowaliśmy się z hotelu już rano. Natomiast reszta grupy została
w hotelu i wymeldowywała się właśnie teraz. Sam bazar - podobno najstarszy w
Kairze - podobny do każdego innego bazaru który widziałem w Egipcie. Ruch, gwar,
sprzedawcy próbujący Ci wcisnąć przysłowiowe mydło i powidło. ![]()
Po przyjeździe autobusu pożegnaliśmy Natalię która była naszą przewodniczka
przez ostatnie dni i pojechaliśmy do Sharm El Sheikh.
Podróż przebiegła sprawnie. Co prawda załoga autobusu mówiła tylko po angielsku,
ale w sumie to drobiazg. Po dojechaniu do SSH autokar zatrzymał sie przy jakims
hotelu, do autobusu wszedł milczący człowiek z jakimiś papierami. Podchodził do
każdego i ledwie zrozumiałą angielszczyzną pytał każdego o nazwisko, a następnie
mówił w którym hotelu zostaniemy zakwaterowani i że spotkanie z rezydentką jest
następnego dnia. Hotel przy którym sie zatrzymaliśmy - Amar Sina to hotel w
którym miałem mieszkać przez następne trzy dni. Stwierdziłem to dopiero kiedy
wysiadłem na chwile z autobusu - gość z Eximu nawet słowem nie wspomniał, że
powinienem wysiąść bo stoimy przed moim hotelem. Zresztą bardzo szybko gdzieś
zniknął i wszystkiego musiałem się dowiadywać na własną rękę. Pewnie gdybym nie
wysiadł pojechałbym dalej… Ogólnie dla oddziału Eximu z SSH dwója za
organizację… W pokojach hotelowych czekała na nas kolacja (bułki, wędlina,
ser, owoce) wszystko fajnie, ale nikt nie pomyślał, że te bułki trzeba by jakoś
pokroić i masłem posmarować - nie było sztućców. Drobiazg, ale denerwujący. Było
juz po północy, więc darowałem sobie kolację i poszedłem spać.
Rano poszedłem na śniadanie i obejrzałem sobie hotel. W sumie przyjemny - został
zbudowany w formie arabskiej wioski z ładnymi pokojami i niezłym basenem.
Śniadanie też było w porządku, niestety trzeba uważać na talerze na których się
je - niektóre były po prostu tłuste, niedomyte… Ogólnie ten hotel miał chyba
problemy z czystością - niektórzy ludzie zgłaszali że w ich pokojach na podłodze
jest sporo piasku, pościel była nie pierwszej świeżości. Jednym słowem -
najgorszy z hoteli w których dotąd byłem. Co wcale nie znaczy, że zupełnie do
bani… Przy hotelu nie ma plaży, ale można dojść na plażę publiczną (wstęp
10LE) lub pojechać busikiem kursującym kilka razy dziennie na plażę hotelową
zlokalizowaną kilka kilometrów dalej. W hotelu jest kafejka internetowa (10LE za
pół i 15 za całą godzinę), niewielki sklep spożywczy (towary na półkach z
podanymi cenami), kilka sklepów z pamiątkami. Wieczorem kursuje również bus do
centrum w Naama Bay (2,5 LE). W hotelu jest całkiem niezły basen, bar,
pizzeria… Gdyby nie problemy z czystością byłoby bardzo dobrze.
O godzinie 11:00 przyszła rezydentka - znów osoba dość niekomunikatywna. Nie
dość, że mówiła tak cicho, że trzeba było siedzieć tuż przy niej, żeby w ogóle
coś usłyszeć, to jeszcze cała jej “przemowa” to było “Witam państwa w SSH,
będziecie tu do 27.02, informacje dotyczące wylotu będą wywieszone na tablicy,
kto chce kupić wycieczkę do Jerozolimy?” I to wszystko. W porównaniu z panią Elą
w Hurghadzie to naprawdę było mizernie…
Niektóre osoby z mojej grupy wykupiły wycieczkę do Jerozolimy na następny dzień
(100$ chyba). Ja niestety nie miałem już dostatecznej ilości pieniędzy, więc
stwierdziłem, że te 2 dni w Egipcie które mi pozostały spędzę na plażowaniu.
Hotelowym busikiem pojechałem na plażę - nie była ona duża, ale piaszczysta.
Niestety dno morza było dość kamieniste, więc niezbyt przyjemnie się do niego
wchodziło. Na plaży były leżaki, można było kupić coś do jedzenia i picia - dało
się żyć
Woda w morzu chyba cieplejsza niż w Hurghadzie, ale były spore fale
utrudniające pływanie.
Wieczorem pojechałem jeszcze do Naama Bay, ale dość szybko stamtąd wróciłem -
jeśli ktoś lubi chodzić po sklepach, przesiadywać w barach czy szaleć na
dyskotekach znajdzie tam wiele rozrywek. Ja po prostu przespacerowałem się i
wróciłem taksówką do hotelu.
W nocy obudził mnie ból brzucha - no tak - faraon który dotychczas traktował
mnie łagodnie postanowił w końcu wywrzeć na mnie swoja zemstę. To chyba efekt
tutejszego jedzenia lub wody. Przez cały pobyt nie pilnowałem się specjalnie,
myłem zęby w wodzie z kranu, jadłem wszystko i nie miałem najmniejszych
problemów. Po przyjeździe do SSH - od razu faraon. Kilka innych osób z naszej
grupy, także zakwaterowanych w innych hotelach miało podobne problemy.
Rano kupiłem w aptece Antinal (oczywiście sprzedawca widząc, że jestem chory
podniósł cenę do 25LE i za nic nie chciał opuścić). Dzień przeleżałem w łóżku,
nazajutrz było już dużo lepiej, choć problemy z żołądkiem całkiem się skończyły
dopiero po 3 - 4 dniach.
Następnego dnia mieliśmy wrócić do Polski. Pokoje musieliśmy opuścić do godziny
10:00, kolejne 5 godzin spędziliśmy robiąc ostatnie zakupy i łapiąc ostatnie
promienie egipskiego słońca. O godzinie 15:00 przyjechał po nas autobus, którym
pojechaliśmy na lotnisko zbierając po drodze ludzi z innych hoteli. I po raz
kolejny Exim się nie popisał - w autobusie był przedstawiciel miejscowego biura
mówiący po angielsku tak, że niczego się nie dało zrozumieć. Po przyjeździe na
lotnisko po prostu pokazał ręką w którym kierunku mamy iść i zostawił nas. Sami
musieliśmy sie dowiadywać gdzie należy sie odprawić, jak wypełnić kartę
wyjazdową (i że w ogóle należy ją pobrać). Wylot nota bene został przesunięty z
godziny 18:15 na 20:00 o czym dowiedzieliśmy się dopiero na lotnisku.
Samolot wyleciał o czasie. Na lotnisko w Katowicach przylecieliśmy o godzinie 23:30.
Podsumowując. Wycieczkę uważam za udaną. Exim spisał sie dobrze przez prawie
cały czas - za wyjątkiem SSH gdzie rezydenci i organizacja są po prostu do bani.
Ale da się przeżyć. Jeśli ktoś mnie syta czy polecam to biuro i tę wycieczkę -
odpowiem “tak” zwłaszcza, że od pewnego czasu wzbogacili program o wyjazd do
Jerozolimy z SSH (u mnie był to fakultet, teraz jest w cenie) i rejs po Nilu w
Kairze… Gdyby jeszcze zmienili obsługę w SSH byłoby prawie idealnie.
Jedzenie było bardzo dobre - nawet taki głodomór jak ja, nie musiał dożywiać się
na własną rękę pomimo wyżywienia HB.
Najlepsze oczywiście było w Hurghadzie
- tam śmiało można powiedzieć, że w trzygwiazdkowym Marlin Inn jest
pięciogwiazdkowe wyżywienie.
Właściwie jedyną rzeczą która mnie denerwowała, był fakt, że wciąż ktoś próbował
mnie oszukać przy płaceniu. W banku podczas wymiany pieniędzy, w sklepie, w
pubie… Oczywiście nie znaczy to, że wszyscy Egipcjanie to oszuści, ale płacąc
gdziekolwiek radzę dokładnie przeliczyć czy wszystko się zgadza i twardo żądać swojego.
Do nachalności różnych sprzedawców szybko się przyzwyczaiłem i nauczyłem się ich po prostu ignorować. Do targowania się w sklepach również szybko przywykłem i
zacząłem to traktować nawet jak niezłą zabawę. Początkującym radzę przed
pójściem na targ dobrze się zastanowić co chce się kupić i trzymać się planu.
Targować sie do upadłego - jeśli sprzedawca mimo wszystko nie chce opuścić ceny do poziomu jaki nas interesuje należy po prostu wyjść ze sklepu - podobny towar możemy znaleźć w sąsiednim sklepie, a jego właściciel widząc, że jego sąsiad nic nie wskórał będzie bardziej skłonny do “schodzenia z ceny”.
Osławiona zemsta faraona - jak można przeczytać powyżej w końcu mnie dopadła.
Chyba nie ma reguły na to, czy kogoś trafi czy nie. Jeśłi tak się stanie -
Antinal pomaga dość szybko. A i sama przypadłość - choć nieprzyjemna - jest do
przeżycia…
W każdym razie, ja uważam wycieczkę za bardzo udaną. Było naprawdę wspaniale i
wiem jedno:
JA TU JESZCZE WRÓCĘ! ![]()