kategorie
- filmy (7)
- ogólne (4)
- relacje (5)
- wycieczki po egipcie (3)
Archiwa
- grudzień 2010 (1)
- marzec 2009 (1)
- luty 2009 (1)
- listopad 2008 (3)
- październik 2008 (9)
Blogroll
Nefretete A z Exim Tours cz.1
21/10/08
Dziś przeglądają forum gazeta.pl natrafiłem na świetną relację w odcinkach z programu Nefretete A z oferty biura Exim Tours autorstwa niejakiego ptor123.
Poniżej duże fragmenty tej relacji.
Dziś część pierwsza.
Dzień pierwszy:
Odlot z lotniska w Katowicach o godzinie 9:15. Leciałem Egipskimi liniami AMC.
Samolot - nowiutki Boeing 737-800 odleciał punktualnie. Sam lot całkiem
przyjemny - miałem miejsce przy wyjściu awaryjnym, więc było naprawdę dużo
miejsca na nogi. Choć i na innych miejscach nie było z tym źle. Podczas lotu
podano posiłek - makaron z sosem, mięso i jakieś warzywa. W sumie zjadliwe…
Po wylądowaniu na lotnisku w Hurghadzie (godzina 14:00 lokalnego czasu)
powitał nas pracownik biura i skierował do odprawy. Obok było kilka okienek
bankowych gdzie na 15$ kupiłem znaczki wizowe. Odprawa poszła sprawnie,
później jednak dłuuuugo czekałem na bagaż - moja walizka wyjechała jako jedna
z ostatnich :-(. Po wyjściu z terminalu zostaliśmy przez kolejnego pracownika
Eximu skierowani do właściwego autobusu, gdzie rezydentka poinformowała nas do
jakich hoteli zostaniemy skierowani i jak wypełnić kartę meldunkową. W sumie -
wszystko poszło bardzo sprawnie i bez problemów dotarłem do mojego hotelu
którym okazał się Marlin Inn. Zakwaterowanie w pokojach, informacja, że
spotkanie z rezydentka jest następnego dnia o 11:00. I oficjalnie - JESTEM W
EGIPCIE!
Klika słów o samym hotelu: Marlin Inn ma kategorie lokalną 4* Pokoje są
całkiem w porządku. Trochę zastrzeżeń można mieć do odpadającej farby ze ścian
w łazience, ale to drobiazg. Sam hotel wygląda jakby przydał mu się lekki
remont, ale naprawdę jest OK. Hotel ma basen - niestety bez podgrzewanej wody,
ale kto by chciał pływać w basenie, jeśli hotelowa plaża jest bardzo
przyjemna? Jedzenie - super! Bardzo różnorodne i smaczne. Miałem wersję HB,
ale naprawdę nie byłem głodny - raczej wprost przeciwnie. Za napoje do kolacji
trzeba było płacić osobno, ale tuż obok hotelu jest market Abu Ashra gdzie
można kupić jedzenie i napoje. Sam hotel leży na jednym z głównych deptaków
Hurghady. W koło jest mnóstwo sklepów, barów, restauracji itp.
Dzień drugi:
Rezydentka pojawiła się punktualnie - o godzinie 11:00. Okazała się nią pani Ela
- przemiła osoba nawiasem mówiąc. Mówiła o ogólnych sprawach organizacyjnych,
zachwalała wycieczki fakultatywne. O dziwo - według tej pani historie jakoby
nawet do mycia zębów należało używać wody mineralnej, bo przełknięcie nawet
kilku kropel wody z kranu to murowany faraon, to zupełna bujda. Podobno woda w
hotelach jest zupełnie bezpieczna. No cóż - przynajmniej jeśli chodzi o Hurghadę
okazało się to prawdą. Podobnie z jedzeniem - jadłem i piłem to na co miałem
ochotę i nie miałem najmniejszych problemów z żołądkiem. Problemy pojawiły się
dopiero w SSH, ale o tym później.
W samej Hurghadzie poza leżeniem na plaży lub łażeniem po
mieście/zakupach/przesiadywaniu w jednym z wielu barów i pubów nie bardzo jest
co robić, więc przejdę może od razu do kolejnego dnia…
Trzeci dzień w Egipcie - u rezydentki wykupiłem wycieczkę na wyspę Giftun
połączona ze snurkowaniem na rafach. Cena - 25$. Rezydentka ostrzegała nas przed
lokalnymi biurami, ale z tego co wiem, niektóre osoby wykupiły tam wycieczki i
też byli zadowoleni… Ja kupiłem u rezydentki, ponieważ cena była taka sama jak
w lokalnych biurach…
Czekałem na transport - pracownik lokalnego biura (z którym najwyraźniej Exim ma
umowę) przyszedł po mnie lekko spóźniony i zaprowadził mnie do busika którym
miałem jechać do portu. Towarzystwo było międzynarodowe - Polacy, Czesi,
Rosjanie. Po dojechaniu do portu pobraliśmy płetwy, maski i rurki (należy wpisać
swoje nazwisko na listę i podpisać przy zdawaniu sprzętu). Wsiedliśmy na łódź i
popłynęliśmy…
Samą wycieczkę wspominać będę bardzo miło, jednak chociaż w programie pisze ” 2x
godzinny postój na rafach” - w rzeczywistości zatrzymywaliśmy się na - na oko -
nie dłużej niż 20 minut. Sama załoga łodzi mówiła tylko po angielsku. Dla mnie
to nie był problem, ale jeśli ktoś nie zna tego języka może mieć problemy z
porozumieniem się. Również podczas wybierania masek radziłbym dokładnie je
sprawdzić - moja paskudnie przepuszczała wodę i gdyby nie udało mi się pożyczyć
innej od jednego z wycieczkowiczów nie zobaczyłbym nic… Samo morze jest tak
zasolone, że nawet dla osób słabo pływających nie stanowi problemu utrzymanie
się na powierzchni - wystarczy się położyć a wodzie i człowiek się unosi…
Rafy wyglądają pięknie - mnóstwo kolorowych ryb o pływających na wyciągnięcie
ręki, korale o fantastycznych kształtach…
Jedna rada: wodoodporne kremy z filtrem nie są wodoodporne, a słońce nad wodą
błyskawicznie opala - aż za błyskawicznie. Dość mocno mnie poparzyło… W czasie
rejsu dostaliśmy obiad (smaczny)i mogliśmy przez kilkadziesiąt minut poleżeć na
plaży na wyspie Giftun (dość twardy piasek ze zdarzającymi się czasami ostrymi
kawałkami koralowca - trzeba uważać na stopy). Podczas powrotu zaczęło bardzo
mocno wiać i zrobiło się chłodno. Wróciłem do hotelu około godziny 16:00.
Następnego dnia cała grupa miała wyjechać do Asuanu w konwoju autobusów
cdn.