kategorie
- filmy (7)
- ogólne (3)
- relacje (5)
- wycieczki po egipcie (2)
Archiwa
- marzec 2009 (1)
- luty 2009 (1)
- listopad 2008 (3)
- październik 2008 (9)
Blogroll
Krajobrazy Doliny Nilu
16/11/08
I tradycyjnie kolejny film, tym razem obraz przedstawiający krajobrazy doliny Nilu.
Egipt, Kair, Giza - film
26/10/08
Kolejny film znaleziony na youtube przedstawiający Kair,i Gize wraz z piramidami i sfinksem
Nefretete A z Exim Tours cz.2
22/10/08
I kolejna część relacji wycieczki objazdowej po Egipcie Nefretete A.
Kolejny dzień - pobudka o 4:00 i wyjazd do Asuanu autobusem. Z hotelu dostaliśmy
tzw. breakfast box czyli pudełko ze śniadaniem. Autobus pojechał na duży plac,
gdzie formował sie konwój. Z tego co mówiła nam poznana właśnie przewodniczka -
Natalia, podróże w konwojach nie mają już na celu ochrony turystów przed
ewentualnymi zamachami (utworzono je po zamachach w roku 1997), a jedynie
uporządkowanie ruchu turystycznego w Egipcie. W trakcie przejazdu można
podziwiać niezwykły widok gór czerwonych - autobusy jadą drogą wijącą się
wąwozem wśród nagich skał. Dookoła żadnej roślinności, nie widać żadnych
zwierząt - po prostu pustynia. Później konwój wjeżdża na rolnicze obszary
nawadniane kanałami doprowadzającymi wodę z Nilu. Wreszcie można obejrzeć jak
wygląda prawdziwy Egipt, jak naprawdę żyją tam ludzie. Konwój przejeżdża przez
miasta, dookoła widać ludzi pracujących na polach uprawnych ich domy itp…
Widoki - przyznam - dość egzotyczne
Właśnie był czas zbioru trzciny cukrowej
i drogą jeździło mnóstwo pojazdów wyładowanych tą rośliną. Natalia cały czas
opowiadała o życiu w Egipcie, o zwyczajach tam panujących, zwracała uwagę na
mijane właśnie ciekawe rzeczy. Do Asuanu dojechaliśmy około godziny (jeśli
dobrze sobie przypominam) 16:00. Zatrzymaliśmy się w kamieniołomie, gdzie grupa
poszła oglądać niedokończony obelisk. Gdyby udało się go ukończyć byłby
największy w Egipcie. Rzeczywiście - robi wrażenie. Później pojechaliśmy na
statek który miał nas przewieźć do Luksoru - M/S Crocodillo.
Sam statek był według planu wycieczki 5-gwiazdkowy. Nie wiem, czy tak było w
istocie, ale kabiny były naprawdę wygodne. Jednak tu nastąpił pierwszy zgrzyt -
dostałem kabinę na samym tyle statku. I tu moja rada - jeśli dostaniecie takową
zróbcie co tylko się da, żeby ją zmienić. Nie chodzi mi bynajmniej o to, że
zamiast dużego okna z drzwiami balkonowymi w tych kabinach są tylko małe
okienka, ale o hałas i wibracje silnika znajdującego się bezpośrednio pod
kabinami. Jeśli - tak jak ja - żeby się wyspać potrzebujecie ciszy, nie
wypoczniecie. Już w czasie postoju dźwięk silnika jest bardzo dokuczliwy, a w
czasie rejsu jest jeszcze gorzej. Hałas i wibracje bardzo utrudniają zaśnięcie.
Ja próbowałem załatwić przez Natalię (przewodniczkę) zmianę kabiny - dostałem jedynie wzruszenie ramionami i odpowiedź, że w jej kabinie jest jeszcze głośniej. Bez komentarza…
Ciekawa rzecz - w kabinach na dziobie statku zakwaterowani byli Anglicy, Niemcy i Holendrzy. Polacy mieli w większości kabiny na rufie.
O 19:30 kolacja - jedzenie dobre, choć po Hurghadzie wszystkie inne hotele wydają sie mieć gorsze jedzenie
Jedynie kelnerzy poruszali się mniej więcej z prędkością dryfu kontynentalnego - ale już następnego dnia było OK - może po prostu mieli gorszy dzień…
W każdym razie po wykupieniu fakultatywnej wycieczki do Abu Simbel (65$)
postanowiłem pójść wcześniej spać - następnego dnia pobudka miała być o 3:30
Kolejny dzień to pobudka o godzinie 3:30. W recepcji czekały już breakfast boxy, a na nabrzeżu autobus, którym grupa wyjechała do Abu Simbel. Trudno mi powiedzieć, dlaczego musieliśmy wyjechać aż tak wcześnie. Nasza przewodniczka twierdziła, że to i tak najpóźniejszy konwój zmierzający do Abu Simbel, aczkolwiek w drodze powrotnej około godziny 13:00 widzieliśmy inny konwój jadący w przeciwnym kierunku, więc można tam dojechać nie wstając w środku nocy.
W każdym razie świątynie są warte wczesnej pobudki. Najpierw Natalia
opowiedziała nam o ich historii, oraz o całym procesie ich przenoszenia na wyżej położony teren, aby uchronić je przed zalaniem przez podnoszące się wody jeziora Nasera. Później mieliśmy około godziny na zwiedzanie świątyń na własną rękę.
Same wnętrza świątyń są naprawdę przepiękne, niestety fotografowanie wewnątrz jest surowo zabronione.
Podczas drogi powrotnej mieliśmy okazję oglądać fatamorganę - wyglądało to tak,jakby na horyzoncie było ogromne jezioro. Niestety na zdjęciach nie wyszła ![]()
Mieliśmy też okazję wyjść na zewnątrz i pochodzić po pustyni - jeden z autokarów firmy która nas wiozła zepsuł się i nasz również się zatrzymał. Zaskoczeniem dla mnie było, że na piaszczystej pustyni piasek wcale nie jest - jak można by się było spodziewać - miękki i sypki. to raczej twarda skorupa którą trudno rozbić butem… Ot, ciekawostka.
Ciekawy był również widok jednego z kanałów projektu Toshka - Egipcjanie kopią kanały nawadniające prowadzące na pustynię próbując stworzyć sztuczne oazy w których będzie można uprawiać ziemię dzięki wodzie z jeziora Nasera. Wzdłuż drogi można obserwować doświadczalne poletka na których prowadzone są próbne uprawy w celu sprawdzenia jakie rośliny dadzą najlepsze plony w tych warunkach - podobno rezultaty są bardzo obiecujące.
Po powrocie na statek około godziny 15:00 poszliśmy na obiad. Część grupy
pojechała na wycieczki fakultatywne: zwiedzanie wielkiej tamy, oraz do wioski nubijskiej. Ja sobie darowałem. Popołudnie spędziłem spacerując po Asuanie.
Po kolacji statek wypłynął do Kom Ombo.
cdn..
Egipt prezentacja video
22/10/08
Dziś kolejny film z YouTube, przedstawiający historie Egiptu.
Nefretete A z Exim Tours cz.1
21/10/08
Dziś przeglądają forum gazeta.pl natrafiłem na świetną relację w odcinkach z programu Nefretete A z oferty biura Exim Tours autorstwa niejakiego ptor123.
Poniżej duże fragmenty tej relacji.
Dziś część pierwsza.
Dzień pierwszy:
Odlot z lotniska w Katowicach o godzinie 9:15. Leciałem Egipskimi liniami AMC.
Samolot - nowiutki Boeing 737-800 odleciał punktualnie. Sam lot całkiem
przyjemny - miałem miejsce przy wyjściu awaryjnym, więc było naprawdę dużo
miejsca na nogi. Choć i na innych miejscach nie było z tym źle. Podczas lotu
podano posiłek - makaron z sosem, mięso i jakieś warzywa. W sumie zjadliwe…
Po wylądowaniu na lotnisku w Hurghadzie (godzina 14:00 lokalnego czasu)
powitał nas pracownik biura i skierował do odprawy. Obok było kilka okienek
bankowych gdzie na 15$ kupiłem znaczki wizowe. Odprawa poszła sprawnie,
później jednak dłuuuugo czekałem na bagaż - moja walizka wyjechała jako jedna
z ostatnich :-(. Po wyjściu z terminalu zostaliśmy przez kolejnego pracownika
Eximu skierowani do właściwego autobusu, gdzie rezydentka poinformowała nas do
jakich hoteli zostaniemy skierowani i jak wypełnić kartę meldunkową. W sumie -
wszystko poszło bardzo sprawnie i bez problemów dotarłem do mojego hotelu
którym okazał się Marlin Inn. Zakwaterowanie w pokojach, informacja, że
spotkanie z rezydentka jest następnego dnia o 11:00. I oficjalnie - JESTEM W
EGIPCIE!
Klika słów o samym hotelu: Marlin Inn ma kategorie lokalną 4* Pokoje są
całkiem w porządku. Trochę zastrzeżeń można mieć do odpadającej farby ze ścian
w łazience, ale to drobiazg. Sam hotel wygląda jakby przydał mu się lekki
remont, ale naprawdę jest OK. Hotel ma basen - niestety bez podgrzewanej wody,
ale kto by chciał pływać w basenie, jeśli hotelowa plaża jest bardzo
przyjemna? Jedzenie - super! Bardzo różnorodne i smaczne. Miałem wersję HB,
ale naprawdę nie byłem głodny - raczej wprost przeciwnie. Za napoje do kolacji
trzeba było płacić osobno, ale tuż obok hotelu jest market Abu Ashra gdzie
można kupić jedzenie i napoje. Sam hotel leży na jednym z głównych deptaków
Hurghady. W koło jest mnóstwo sklepów, barów, restauracji itp.
Dzień drugi:
Rezydentka pojawiła się punktualnie - o godzinie 11:00. Okazała się nią pani Ela
- przemiła osoba nawiasem mówiąc. Mówiła o ogólnych sprawach organizacyjnych,
zachwalała wycieczki fakultatywne. O dziwo - według tej pani historie jakoby
nawet do mycia zębów należało używać wody mineralnej, bo przełknięcie nawet
kilku kropel wody z kranu to murowany faraon, to zupełna bujda. Podobno woda w
hotelach jest zupełnie bezpieczna. No cóż - przynajmniej jeśli chodzi o Hurghadę
okazało się to prawdą. Podobnie z jedzeniem - jadłem i piłem to na co miałem
ochotę i nie miałem najmniejszych problemów z żołądkiem. Problemy pojawiły się
dopiero w SSH, ale o tym później.
W samej Hurghadzie poza leżeniem na plaży lub łażeniem po
mieście/zakupach/przesiadywaniu w jednym z wielu barów i pubów nie bardzo jest
co robić, więc przejdę może od razu do kolejnego dnia…
Trzeci dzień w Egipcie - u rezydentki wykupiłem wycieczkę na wyspę Giftun
połączona ze snurkowaniem na rafach. Cena - 25$. Rezydentka ostrzegała nas przed
lokalnymi biurami, ale z tego co wiem, niektóre osoby wykupiły tam wycieczki i
też byli zadowoleni… Ja kupiłem u rezydentki, ponieważ cena była taka sama jak
w lokalnych biurach…
Czekałem na transport - pracownik lokalnego biura (z którym najwyraźniej Exim ma
umowę) przyszedł po mnie lekko spóźniony i zaprowadził mnie do busika którym
miałem jechać do portu. Towarzystwo było międzynarodowe - Polacy, Czesi,
Rosjanie. Po dojechaniu do portu pobraliśmy płetwy, maski i rurki (należy wpisać
swoje nazwisko na listę i podpisać przy zdawaniu sprzętu). Wsiedliśmy na łódź i
popłynęliśmy…
Samą wycieczkę wspominać będę bardzo miło, jednak chociaż w programie pisze ” 2x
godzinny postój na rafach” - w rzeczywistości zatrzymywaliśmy się na - na oko -
nie dłużej niż 20 minut. Sama załoga łodzi mówiła tylko po angielsku. Dla mnie
to nie był problem, ale jeśli ktoś nie zna tego języka może mieć problemy z
porozumieniem się. Również podczas wybierania masek radziłbym dokładnie je
sprawdzić - moja paskudnie przepuszczała wodę i gdyby nie udało mi się pożyczyć
innej od jednego z wycieczkowiczów nie zobaczyłbym nic… Samo morze jest tak
zasolone, że nawet dla osób słabo pływających nie stanowi problemu utrzymanie
się na powierzchni - wystarczy się położyć a wodzie i człowiek się unosi…
Rafy wyglądają pięknie - mnóstwo kolorowych ryb o pływających na wyciągnięcie
ręki, korale o fantastycznych kształtach…
Jedna rada: wodoodporne kremy z filtrem nie są wodoodporne, a słońce nad wodą
błyskawicznie opala - aż za błyskawicznie. Dość mocno mnie poparzyło… W czasie
rejsu dostaliśmy obiad (smaczny)i mogliśmy przez kilkadziesiąt minut poleżeć na
plaży na wyspie Giftun (dość twardy piasek ze zdarzającymi się czasami ostrymi
kawałkami koralowca - trzeba uważać na stopy). Podczas powrotu zaczęło bardzo
mocno wiać i zrobiło się chłodno. Wróciłem do hotelu około godziny 16:00.
Następnego dnia cała grupa miała wyjechać do Asuanu w konwoju autobusów
cdn.
Newer Posts »