I kolejna już trzecia część relacja z resju po Nilu Nefretete A wynaleziona na forum gazeta.pl.

Szósty dzień wycieczki zacząłem o godzinie 6:00 zwiedzaniem świątyni Sobka - boga z głową krokodyla w Kom Ombo. Świątynia była o tyle interesująca, że była jakby podwójna - jedna część była poświęcona Sobkowi, druga - patronowi lekarzy.
Sama świątynia - choć bardzo zrujnowana - była ciekawa, ale zwiedzanie nie
trwało długo. Potem poszliśmy na śniadanie, a statek tymczasem wyruszył do Edfu.

Do Edfu dotarliśmy po obiedzie. Na nabrzeżu czekały już na nas dorożki - do każdej załadowano po 4 osoby co mnie - obdarzonemu dość długimi nogami sprawiło trochę problemów. Po prostu było baaardzo ciasno. Na szczęście przejazd to tylko 15 minut.
Sama świątynia w Edfu to najlepiej zachowana świątynia w całym Egipcie. Dotrwała do naszych czasów w stanie prawie nienaruszonym dlatego, że była dosłownie przysypana śmieciami - na jej terenie przez całe wieki było wysypisko odpadków które uchroniło bydowlę przed dewastacją. Jak widać - czasem nawet śmieci mogą być przydatne :-)
Świątynia poświęcona jest Horusowi i jest naprawdę imponująca. Wewnątrz można podziwiać piękne malowidła. W jednym z pylonów jest korytarz przechodzący przez cały pylon na wylot. Jeśli się stanie w tym korytarzu i owieje człowieka wiatr, to znaczy że tchnął na Ciebie bóg Horus i będzie się mieć szczęście w życiu. Ja musiałem trochę poczekać, ale w końcu Horus dał się ubłagać i stwierdził, że trochę szczęścia mi się przyda :-)
Po powrocie na statek mieliśmy czas wolny. Po kolacji statek wypłynął do Luksoru przechodząc przez śluzę w Eśnie - bardzo ciekawy widok - statek jest opuszczany o około 6 metrów.
Dzień siódmy wycieczki był ostatnim na statku. Po śniadaniu musieliśmy się wykwaterować z naszych kabin i wystawić bagaże do recepcji. Bagaż podręczny można było złożyć w kilku wyznaczonych kabinach (m.in. tej którą zajmowałem :-). Po przepłynięciu motorówką na drugi brzeg Nilu pojechaliśmy autokarem do doliny królów. Na miejscu dostaliśmy bilety uprawniające nas do wejścia do trzech grobowców (za wyjątkiem grobowca Tutenchamona który był dodatkowo płatny). Ja poszedłem za radą przewodniczki i zwiedziłem grobowce Tutmozisa III i Ramzesów I i III. W grobowcach jest bardzo duszno - po kilku minutach byłem zlany potem, więc jeśli ktoś wybiera się tam latem - serdecznie mu współczuję.:-) Jednak piękne dekoracje grobowców (szczególnie w grobowcu Ramzesa I) z idealnie zachowanymi kolorami są warte tych niewygód. Niestety na całą dolinę królów mieliśmy niespełna godzinę czasu - o wiele za mało. Ostatni grobowiec musiałem oglądać w nieco przyspieszonym tempie…
Bilet - jak już wspomniałem - uprawnia do wejścia do trzech grobowców. Przy wejściu strażnik odrywa jeden z rogów biletu oznaczając tym ile już zwiedziłeś. W grobowcach jest absolutny zakaz fotografowania i filmowania. Podobno zakaz ten można “obejść” za pomocą hojnego bakszysza - mnie się nie udało…

Następny punkt programu to świątynia Hatszepsut - kobiety faraona. Świątynia została zniszczona przez jej następcę - Totmesa III. Jest ona rekonstruowana - między innymi przez polskich archeologów. Jest ona znana również z innego powodu - to właśnie tam miał w 1997 roku miejsce zamach w trakcie którego islamscy fanatycy zabili ponad 50 zagranicznych turystów. Sama świątynia - jak już wspomniałem - jest rekonstruowana. Widziana z daleka nie robi takiego wrażenia - praktycznie ginie wśród otaczających ją skał - dopiero z bliska widać jej wielkość. Schody prowadzą na trzy kolejne tarasy aż do właściwej świątyni leżącej na samej górze. Ta właśnie część jest rekonstruowana przez polaków. Ponad świątynią jest miejsce gdzie polski zespół prowadzi prace przy ogromnej skale wiszącej nad świątynią. Skała ta na skutek wietrzenia może się oberwać i runąć w dół niszcząc budowlę. Sam widok z najwyższego tarasu jest wspaniały - widać płynący w dali Nil, pustynię przechodzącą w pola uprawne. Dookoła w skałach otaczających dolinę widać wejścia do grobowców dostojników. Ciekawy był również widok wioski która została zbudowana bezpośrednio na grobowcach - ludzie praktycznie w nich mieszkali.
Dopiero niedawno zaczęto ich stamtąd wysiedlać. Wioska ma zostać zburzona, a do grobowców wejdą ekipy archeologów.
Jeśli wybieracie się tam - radzę zabrać ciemne okulary. Blask słońca odbitego od piasku i skał jest trudny do zniesienia. Również temperatura powietrza była bardzo wysoka - ponad 30 stopni (koniec lutego). W lipcu może być nawet 60 stopni - podobno ludzie którzy tu przyjeżdżają latem, często nawet nie wysiadają z autokarów tylko oglądają świątynię z daleka…
Ostatnim punktem wycieczki na zachodni brzeg Nilu były odwiedziny w manufakturze alabastru. tu - w odróżnieniu od wizyt w zabytkach - mieliśmy na oglądanie tyle czasu ile chcieliśmy. Normalka… :-) Inna sprawa, że do oglądania jest tam niewiele - ot tandeta dla turystów jakiej pełno na każdym bazarze. Oczywiście przewodniczka dała nam wykład, że “tylko tutaj kupicie Państwo prawdziwy alabaster - gdzie indziej same podróbki. I tylko tutaj dla Państwa są specjalne ceny…” Co do oryginalności alabastru - oglądałem niektóre figurki i wątpię, żeby prawdziwy alabaster dało się zarysować paznokciem :-) Również ceny były niezbyt zachęcające…
Później jeszcze tylko kolosy Memnona (5 minut na zrobienie zdjęć) i oglądane z okien autokaru mijane właśnie Ramesseum i powrót na statek na obiad.

cdn.

Posted in: relacje by Kapitan |

Brak komentarzy »

Jeszcze nikt tego nie skomentował.

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, żeby móc dodawać komentarze.