kategorie
- filmy (7)
- ogólne (3)
- relacje (5)
- wycieczki po egipcie (2)
Archiwa
- marzec 2009 (1)
- luty 2009 (1)
- listopad 2008 (3)
- październik 2008 (9)
Blogroll
Nefretete A z Exim Tours cz.2
22/10/08
I kolejna część relacji wycieczki objazdowej po Egipcie Nefretete A.
Kolejny dzień - pobudka o 4:00 i wyjazd do Asuanu autobusem. Z hotelu dostaliśmy
tzw. breakfast box czyli pudełko ze śniadaniem. Autobus pojechał na duży plac,
gdzie formował sie konwój. Z tego co mówiła nam poznana właśnie przewodniczka -
Natalia, podróże w konwojach nie mają już na celu ochrony turystów przed
ewentualnymi zamachami (utworzono je po zamachach w roku 1997), a jedynie
uporządkowanie ruchu turystycznego w Egipcie. W trakcie przejazdu można
podziwiać niezwykły widok gór czerwonych - autobusy jadą drogą wijącą się
wąwozem wśród nagich skał. Dookoła żadnej roślinności, nie widać żadnych
zwierząt - po prostu pustynia. Później konwój wjeżdża na rolnicze obszary
nawadniane kanałami doprowadzającymi wodę z Nilu. Wreszcie można obejrzeć jak
wygląda prawdziwy Egipt, jak naprawdę żyją tam ludzie. Konwój przejeżdża przez
miasta, dookoła widać ludzi pracujących na polach uprawnych ich domy itp…
Widoki - przyznam - dość egzotyczne
Właśnie był czas zbioru trzciny cukrowej
i drogą jeździło mnóstwo pojazdów wyładowanych tą rośliną. Natalia cały czas
opowiadała o życiu w Egipcie, o zwyczajach tam panujących, zwracała uwagę na
mijane właśnie ciekawe rzeczy. Do Asuanu dojechaliśmy około godziny (jeśli
dobrze sobie przypominam) 16:00. Zatrzymaliśmy się w kamieniołomie, gdzie grupa
poszła oglądać niedokończony obelisk. Gdyby udało się go ukończyć byłby
największy w Egipcie. Rzeczywiście - robi wrażenie. Później pojechaliśmy na
statek który miał nas przewieźć do Luksoru - M/S Crocodillo.
Sam statek był według planu wycieczki 5-gwiazdkowy. Nie wiem, czy tak było w
istocie, ale kabiny były naprawdę wygodne. Jednak tu nastąpił pierwszy zgrzyt -
dostałem kabinę na samym tyle statku. I tu moja rada - jeśli dostaniecie takową
zróbcie co tylko się da, żeby ją zmienić. Nie chodzi mi bynajmniej o to, że
zamiast dużego okna z drzwiami balkonowymi w tych kabinach są tylko małe
okienka, ale o hałas i wibracje silnika znajdującego się bezpośrednio pod
kabinami. Jeśli - tak jak ja - żeby się wyspać potrzebujecie ciszy, nie
wypoczniecie. Już w czasie postoju dźwięk silnika jest bardzo dokuczliwy, a w
czasie rejsu jest jeszcze gorzej. Hałas i wibracje bardzo utrudniają zaśnięcie.
Ja próbowałem załatwić przez Natalię (przewodniczkę) zmianę kabiny - dostałem jedynie wzruszenie ramionami i odpowiedź, że w jej kabinie jest jeszcze głośniej. Bez komentarza…
Ciekawa rzecz - w kabinach na dziobie statku zakwaterowani byli Anglicy, Niemcy i Holendrzy. Polacy mieli w większości kabiny na rufie.
O 19:30 kolacja - jedzenie dobre, choć po Hurghadzie wszystkie inne hotele wydają sie mieć gorsze jedzenie
Jedynie kelnerzy poruszali się mniej więcej z prędkością dryfu kontynentalnego - ale już następnego dnia było OK - może po prostu mieli gorszy dzień…
W każdym razie po wykupieniu fakultatywnej wycieczki do Abu Simbel (65$)
postanowiłem pójść wcześniej spać - następnego dnia pobudka miała być o 3:30
Kolejny dzień to pobudka o godzinie 3:30. W recepcji czekały już breakfast boxy, a na nabrzeżu autobus, którym grupa wyjechała do Abu Simbel. Trudno mi powiedzieć, dlaczego musieliśmy wyjechać aż tak wcześnie. Nasza przewodniczka twierdziła, że to i tak najpóźniejszy konwój zmierzający do Abu Simbel, aczkolwiek w drodze powrotnej około godziny 13:00 widzieliśmy inny konwój jadący w przeciwnym kierunku, więc można tam dojechać nie wstając w środku nocy.
W każdym razie świątynie są warte wczesnej pobudki. Najpierw Natalia
opowiedziała nam o ich historii, oraz o całym procesie ich przenoszenia na wyżej położony teren, aby uchronić je przed zalaniem przez podnoszące się wody jeziora Nasera. Później mieliśmy około godziny na zwiedzanie świątyń na własną rękę.
Same wnętrza świątyń są naprawdę przepiękne, niestety fotografowanie wewnątrz jest surowo zabronione.
Podczas drogi powrotnej mieliśmy okazję oglądać fatamorganę - wyglądało to tak,jakby na horyzoncie było ogromne jezioro. Niestety na zdjęciach nie wyszła ![]()
Mieliśmy też okazję wyjść na zewnątrz i pochodzić po pustyni - jeden z autokarów firmy która nas wiozła zepsuł się i nasz również się zatrzymał. Zaskoczeniem dla mnie było, że na piaszczystej pustyni piasek wcale nie jest - jak można by się było spodziewać - miękki i sypki. to raczej twarda skorupa którą trudno rozbić butem… Ot, ciekawostka.
Ciekawy był również widok jednego z kanałów projektu Toshka - Egipcjanie kopią kanały nawadniające prowadzące na pustynię próbując stworzyć sztuczne oazy w których będzie można uprawiać ziemię dzięki wodzie z jeziora Nasera. Wzdłuż drogi można obserwować doświadczalne poletka na których prowadzone są próbne uprawy w celu sprawdzenia jakie rośliny dadzą najlepsze plony w tych warunkach - podobno rezultaty są bardzo obiecujące.
Po powrocie na statek około godziny 15:00 poszliśmy na obiad. Część grupy
pojechała na wycieczki fakultatywne: zwiedzanie wielkiej tamy, oraz do wioski nubijskiej. Ja sobie darowałem. Popołudnie spędziłem spacerując po Asuanie.
Po kolacji statek wypłynął do Kom Ombo.
cdn..
Brak komentarzy »
Jeszcze nikt tego nie skomentował.
Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, żeby móc dodawać komentarze.